Pożegnanie

Drukuj

Uroczyste pożegnanie proboszcza o Mieczysława Hałaszki odbyło się 26 czerwca 2011 roku. Nie mogło na nim zabraknąć Cantileny. I naszego zaprzyjaźnionego fotografa pana Jarosława Nowaka.  Poniżej galeria zdjęć z uroczystości.

Zdjęcia z uroczystości:

Pożegnanie. fot J.Nowak  

Cantilena dziękuje za 18 lat dobra wspólnego

Chcemy wyrazić naszą wdzięczność za wszystko, co zrobiłeś dla nas, będąc przekonanym, że będzie to dobre dla parafii. Wdzięczność ta jest zarówno wyrażona słowami kolegów z chóru, jak i zapisana w sercach wszystkich członków Cantileny. W imieniu Kameralnego Chóru Męskiego Cantilena, wraz z dyrygentem Arturem Wróblem, dziękujemy Ci, Ojcze Mieczysławie, za 18 lat współpracy, za wspólne chwile radości, gdy pracowaliśmy razem dla dobra parafii popowickiej. Jesteśmy dumni z tego , że możemy śpiewać w tak dynamicznej, rozmodlonej parafii, a wszystko to stało się za Twoją przyczyną i zgodą na naszą obecność w tym kościele. Zgodziłeś się być Honorowym Członkiem Cantileny, a nawet opiekunem duchowym, cały czas pomagałeś nam, godząc się bez wahania na nasze prośby i pomysły. Przykładem jest cykl koncertowy Spotkania Muzyczne u Oblatów i ostatnio I Wrocławski Międzynarodowy Festiwal Chóralny Vratislavia Sacra. Pozostawiamy ten Festiwal na Popowicach jako pomnik naszej współpracy, bo rozpoczęty za Twoją zgodą i aprobatą, jak i błogosławieństwo, którego udzieliłeś na nasze poczynania organizacyjne. I dlatego się udało. Tym bardziej nasza radość jest wielka, że pierwszy Festiwal odbył się w roku beatyfikacji Ojca Świętego Jana Pawła II. Nie ma takiej drugiej parafii we Wrocławiu, która szczyciłaby się tyloma inicjatywami muzycznymi i sakralnymi podnoszącymi rangę wielu koncertów. U Ojców Oblatów na Popowicach można zdziałać bardzo dużo dla dobra wspólnego, mając takich kapłanów, a szczególnie takiego Proboszcza, jakim jest Ojciec Mieczysław. Jesteśmy przekonani, że dalsza nasza współpraca z parafią będzie podnosić ducha radości, nadziei i miłości chrześcijańskiej oraz pozytywnie owocować coraz to wyższym poziomem koncertów z muzyką sakralną. Zapewniamy Ojca, że jeszcze niejeden raz wykonamy koncert tak u Królowej Pokoju, jak i u Św. Eugeniusza de Mazenod. Szczęść Boże! EDWARD KOZIARZEWSKI PREZES ZARZĄDU STOWARZYSZENIA KAMERALNY CHÓR MĘSKI CANTILENA  

Magnetyzm kapłana

W terminologii marketingowej mówimy o „magnetyzmie miejsc” czy „magnetyzmie osób”. W przypadku o. Mieczysława Hałaszki można chyba powiedzieć o „magnetyzmie kapłana”. Dlaczego tak sądzę? Wydaje mi się bowiem, iż specyfika pewnych cech charakteru połączona z misją Oblata, pozwala o Ojcu Mieczysławie mówić, że jest to prawdziwie „magnetyczny” kapłan. Po raz pierwszy z Ojcem Mieczysławem zetknąłem się na pierwszym roku studiów, 12 lat temu, kiedy to za namową p. Edwarda Koziarzewskiego wstąpiłem w szeregi Cantileny. Zorientowałem się dość szybko, że Ojciec Hałaszko to charyzmatyczny człowiek, z którym warto snuć odległe plany pod kątem muzycznej i ewangelicznej działalności naszego zespołu. Gdy po raz pierwszy z moją żoną Renatą zjawiliśmy się w Popowickiej świątyni przy okazji jednej z uroczystości, stanęliśmy sobie gdzieś z boku. Po zakończonej Eucharystii procesja długo szła dookoła całego kościoła. Widać był, że Ojciec Mieczysław za każdym spojrzeniem pozdrawiał niemal każdego z osobna, że zna tu każdy kąt, że każdego, kto tam przybył, zna nawet po imieniu. Tak się złożyło, że podszedł i do nas, przywitał się, podając nam dłoń, zerknął na nasze jeszcze nieporysowane obrączki. To w jaki sposób podchodzi do swoich wiernych kapłan, odbija się olbrzymim echem – wierni mimo swoich domowych, służbowych obowiązków, tym bardziej ochoczo włączają się w dzieło Wspólnoty Kościoła. Faktem jest, iż dobry kapłan działa magnetycznie na ludzi. Myślę, że każdy, kto spotkał kiedykolwiek Ojca Mieczysława na swojej drodze, czuł ten Jego magnetyzm. On po prostu kocha ludzi i to widać. BARTŁOMIEJ KAZUBSKI  

O Ojcu Mieczysławie i Cantilenie

Telefon zadzwonił późnym wieczorem, zwykle tak bywa właśnie. – Trzeba napisać do „Królowej Pokoju” artykuł, będzie numer poświęcony proboszczowi, a Cantilena tyle doświadczyła jego dobroci, że i od nas się coś należy. Napiszesz? – Jasne, z przyjemnością! „I z łatwością” dodała szeptem pani Pycha usadowiona wygodnie przy lewym uchu. Zaraz w ruch poszły łącza internetowe i otworzyły cały wszechświat ludzkiej mądrości, z którego czerpać garściami można, co tylko się wymarzy. Tym razem trzeba było znaleźć coś o wdzięczności. O ileż mądrych rzeczy ludzie napisali na temat wdzięczności. Widać wdzięczność bardzo ważna jest, i była, i wszędzie. W każdej religii, cywilizacji, czasie. Cytatów nazbierało się tyle, że mógłbym książkę napisać. Mógłbym… Pani Pycha po angielsku się zabrała i poszła gdzieś (pewnie niedaleko). Przede mną komputer, biały, nietknięty literą dokument i kompletna pustka w głowie. Jaką mądrością się posłużyć, czyimi słowami, żeby wyrazić wdzięczność za osiemnaście lat bezinteresownej przyjaźni, jaką darzył Cantilenę o. Mieczysław Hałaszko? A potem pomyślałem sobie, że cierpliwy papier i sprawny komputer zrobiłby w końcu robotę za mnie i powstałby tekst wzruszający, wspominkowy, pełen błyskotliwych anegdot i długich słów. I zaraz po wydrukowaniu słowa owe ulotniły by się, uniosły w powietrze. Pani Pycha z tanim Poklaskiem pożywiliby się przy tym nieco. I tyle. Kwiaty wręczone, wierszyki wyrecytowane, uściski, serdeczności, łzy wdzięczności… A potem poniedziałek, trzeba do roboty, próba wieczorem – niedługo przyjeżdżają goście z Niemiec. Życie. Ile z deklaracji wdzięcznej pamięci przeżyje pierwszy poniedziałek? A drugi? I tu jednak pojawi się cytat: „Wdzięczność jest miarą naszego człowieczeństwa”. To oznacza, że z tymi poniedziałkami to nie taka prosta sprawa, że, mówiąc w skrócie, ilość tych poniedziałków wyznacza odległość dzielącą nas od sympatycznych skądinąd, i smacznych parzystokopytnych. Pielęgnując wdzięczność, dbamy przy okazji i o siebie. Tu pojawia się kolejny wniosek: za Twoją przyczyną Ojcze Mieczysławie mamy – jako chór cały i poszczególni jego członkowie – możliwość wzrastania w naszym człowieczeństwie dzięki wdzięczności. Dzięki Tobie. I to kolejne dobro od Ciebie spływa na nas niespodzianie, bez hałasu, bez zbędnego zabiegania. Jak zwykle. Dziękujemy. Jesteśmy wdzięczni. I zawsze będziemy. ROBERT MANIAK